Wyciągnęła ręce, żeby wziąć skrzydła od Russa. Znowu należały do niej. Uśmiechała się. Nie doskwierało jej już zmęczenie; ożywiała ją świadomość, że czuje ich znajomy ciężar. Och, ojcze powiedziała i z płaczem rzuciła się Russowi w objęcia. Kiedy już wypłakano wszystkie łzy, wraz ze sporą gromadką przyjaciół udała się na skałę lotników. Polećmy do Orlego Gniazda zaproponowała Dorrelowi. W tym momencie ujrzała Gartha. Nie zauważyła go w tłumie wypełniającym salę obrad. Garth! Ty też leć z nami. Urządzimy przyjęcie! Dobrze zgodził się Dorrel ale czy Orle Gniazdo jest właściwym miejscem? Maris zarumieniła się. Och, oczywiście, że nie! Popatrzyła na zebranych wokół niej ludzi. Nie, wrócimy do naszego domu na Amberly Mniejszej. Wszyscy mogą iść, i my, i ojciec, i zwierzchnik, i Jamis. A Barrion nam zaśpiewa, jeśli zdołamy go odszukać, i... przerwała na widok Colla, który pędził ku niej z rozjaśnioną twarzą.

(Reklama: )
